Od „pyska do ogona” – czyli zapomniane i często niedoceniane elementy wołowiny, które mogą zaskoczyć swoim smakiem wieloma możliwościami wykorzystania. Co na to nasz ekspert?

Wszyscy lubią steki i tatara z polędwicy….fakt, dobrze  zrobione urzekają smakiem. Zapomnieliśmy jednak trochę o starej, dobrej tradycji  tzw. piątej ćwiartki. Powszechnie używali tego terminu smakosze i rzeźnicy, a oznacza ni mniej ni więcej tylko coraz bardziej popularniejszą ostatnio filozofię gotowania i jedzenia od „pyska do ogona”. Precyzyjniej mówiąc, chodzi tutaj o wykorzystanie wszystkich elementów tuszy, a dokładniej podrobów, głowy, nóg i ogona. Bardzo często są to niedoceniane części mięsa.

Po odpowiednim przyrządzeniu, wartościowe elementy tuszy, takie jak podroby, mogą być   prawdziwymi przysmakami i ozdobą najbardziej wykwintnego stołu. Warto chociażby spróbować marynowanych lub wędzonych ozorów, gulaszu lub potrawki z nerek i duszonej z karmelizowaną cebulą wątroby. Z wołowych ogonów można przygotować wywary do zup i rosołów, a z flaków jedną z popularniejszych polskich gęstych zup – flaczki po warszawsku. Do łask wraca także szpik wołowy , zwany  po ugotowaniu tukiem, który doskonale smakuje rozsmarowany na kromce razowego chleba. Grasica cielęca duszona z borowikami podbija stoły wielu restauracji świata, podobnie jak delikatne policzki wołowe. Warto odważyć się na kulinarne eksperymenty z innymi niż zazwyczaj elementami tuszy, by przekonać się, jak wartościowe są to części mięsa!